piątek, 18 lipca 2014

Gwiazd naszych wina - recenzja książki

GWIAZD NASZYCH WINA

  W jednym słowie, ta książka jest po prostu genialna! Zakochałem się w niej bezgranicznie. Teraz należy do jednych z moich ulubionych książek.
  Cieszę się, że w końcu zacząłem swoją przygodę z książkami John'a Green'a. Ten człowiek jest geniuszem.
 Gwiazd naszych wina nie jest książka po prostu o dziewczynie, która ma raka. O jej smutkach i chorobie. Przede wszystkim jest to książka o pokonywaniu słabości, o radzeniu sobie z problemami i o miłości, która jest w stanie przetrwać wszystko. Ale nie jest to jakieś romansidło.

 Główną bohaterką jest nastoletnia Hazel Grace, która podczas jednego ze spotkać grupy wsparcia poznaje chłopaka imieniem Augustus, który chorował na raka - kostaniomięsaka. Jej mama chcę, by żyła jak wszystkie nastolatki, ale wysyłanie swojego dziecka do grupy wsparcia... tego nie robi każda matka.

 Wiedziałem, że zakocham się w tej książce - Zakochałem się. Wiedziałem, że będę płakał - ryczałem ponad godzinę ( pewnie ryczałbym dłużej, gdyby nie to, że musiałem pilnować malutką siostrzyczkę ). 

 Po obejrzeniu zwiastunów filmu myślałem, że inaczej się to zakończy. Może byłem głupi, może naiwny, że spodziewałem się innego końca, ale na prawdę, nie spodziewałem się tego.

 Zakochałem się w tej książce, daje mocno do myślenia. Zmienia patrzenie na świat. Inaczej podchodzi się do różnych rzeczy.

 John wie jak osłodzić smutną historię. Przy tej książce na prawdę śmiałem się i płakałem. Jest tutaj kilka genialnych dialogów, które zapadły mi w pamięć np;
Mama: Masz ją od tego chłopca?
Hazel: Chodzi Ci o opryszczkę?
Mama: Nie przesadzaj, Hazel. Książkę. Chodzi mi o książkę.

Mama: Wypady do centrów handlowych nadal są modne?
Hazel: Chlubię się tym, że nie wiem, co jest modne.

(Mniej więcej tak)
Mama: Musisz być normalną nastolatką
Hazel: Jeśli chcesz żebym była normalną nastolatką to nie posyłaj mnie na grupę wsparcia. Możesz dać mi sfałszowany dowód, żebym mogła chodzić do klubów i brać marihuanne. 
Tata: Marihuanny się nie bierzę.
Hazel: Wiedziałabym o tym, gdybym miała sfałszowany dowód.

 Albo te wszystkie metafory Gus'a np; z papierosem. Wsadzasz między zęby czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by Cię zabił.

Kto jeszcze nie czytał tej książki niech zrobi to koniecznie! Teraz muszę sobie zrobić małą przerwę od tragicznych książek, by nie trafić do psychiatryka. Czy ja za bardzo się wczuwam? Może, ale książki to moje życie.

Jeżeli czytaliście tą książkę lub widzieliście film to napiszcie w komentarzu co sądzicie.

Jeśli są książki, których recenzję chcecie usłyszeć to piszcie komentarze w zakładce Recenzje książek 

26 komentarzy:

  1. Tak samo czułam się świeżo po skończeniu ksiażki. Płakałam i uważałam Johna Greena za geniusza. Ale po jakimś czasie zaczynałam wątpić w ten geniusz. Niby GNW jest uważana za taką najlepszą, cudowną i wgl bezkonkurencyjną, a ja przeczytałam lepsze "wyciskacze łez". GNW ma razcej oklepaną i mało ambitną fabułe i gdyby nie zakończenie pewnie nie byłaby takim sukcesem. Podobały mi się metafory i niektóre momenty, ale były książki dające znacznie więcej do myślenia. Jeśli chodzi o książki Johna Greena to najbardziej podobały mi się jednak Papierowe Miasta. Były naprawdę zabawne no i nic nie było tam wymuszone. I czytało sie naprawde szybko. A Szukając Alaski, to jedna z najgorszych książek jakie czytałam. Byłam bardzo zawiedziona. Huh, rozpisałam się (; W każdym razem jak ochłoniesz, przeczytasz np. Morze Spokoju, Eleanor&Park i Mroczne Umysły (to inny gatunek, ale i tak uważam go za wyciskacz łez), to chętnie porozmawiam z tobą o tych książkach. No i polecam PM (; Pozdrawiam! (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ,,Mroczne Umysły'' i kilka stron przeczytałem. Wiesz, czy jest to oklepane czy nie to średnio mogę stwierdzić, bo to jest moja chyba pierwsza książka tego typu, a w sumie druga, bo czytałem w kwietniu ,,Charlie'ego''.
      Oczywiście chcę przeczytać ,,Papierowe Miasta'' i ,,Szukając Alaski'' i mam nadzieję, że nie zawiodę się na tej drugiej tak jak ty, bo opis mnie zaciekawił.
      Jak przeczytam, którąś z tych, o których napisałaś, to (jeżeli nie zapomnę) napisze do Ciebie mail'a. (jakby co mam, bo brałaś udział w konkursach)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Dopiero co kupiłam sobie tę książkę. Zostawiłam ją na obóz, ale już fragmenty jakie czytałam w necie mnie zachwyciły. Jak najszybciej chce ją przeczytać, a tu jeszcze tydzień i trochę do obozu..........chyba wcześniej zacznę ha ha.
    Buziaki
    Selinka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zwlekaj! Ale jeśli (mam nadzieję) nie jesteś zaspojlerowana to pewnie będziesz załamana przed obozem po przeczytaniu.

      Usuń
  3. Super blog. Zapraszam do przeczytania mojego opowiadania http://run-away-with-me.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. świetna recenzja :) i czytając książkę i oglądając film płakałam jak głupia. śmiałam się też wiele razy :D
    jedna uwaga - nie marihuana a haszysz, haszyszu się nie bierze ;) (przynajmniej ja mam tak w książce :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo :)

      Nie mam pewności już czy haszych czy marihuanna. Akurat ten cytat pisałem z pamięci, a potem poprawiałem oglądając zwiastun filmu :)

      Czytałaś też inne książki Greena?

      Usuń
  5. Uwielbiam 'Gwiazd naszych wina' i w stu procentach zgadzam się z twoją recenzją :) Co do filmu to mimo pominięcia kilku wątków uważam, że był świetny a aktorzy idealnie dobrani. Poszłyśmy na ten film razem z przyjaciółkami. Wszystkie czytałyśmy książkę więc wiedziałyśmy jak to się skończy, ale mimo tego ryczałyśmy już po 15 minut i tak już do końca filmu :( Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety nie przeżyłem tego wszystkiego w kinie dlatego, że książkę czytałem po premierze filmu mimo, że od jakiegoś czasy chciałem ją przeczytać. No i kierowałem się zasadą: najpierw książka, potem film.
      Żałuje, że nie udało mi się być na tym w kinie :(

      Usuń
  6. Witaj. Cieszę się, że trafiłem na coś takiego jak Twój blog. Fajnie prowadzony, wszystko czytelne, i świetnie napisany. Dla każdego coś dobrego. Co do książki... Ciekawa i interesująca na pewno ale ja jakoś jeszcze nie byłem w stanie jej kupić. Muszę w końcu to zrobić bo aż wstyd ! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Koniecznie musisz to nadrobić.

      Usuń
  7. Piszesz świetne recenzje. :D
    Co do GNW...
    Nie, nie lubię tej książki. Szczerze zawiodłam się na niej masakrycznie i gdybym mogła zmieniłabym w niej wiele. Autor moim zdaniem za szybko ich poznaje, zbyt lakonicznie opisuje to wszystko. Jakkolwiek nie podobałyby mi się z niej cytaty oraz postać Isaaca i Augustusa (KOCHAM!) nie zmienię swojej niechęci do tej książki. A szkoda.
    Jedyne co mi się podobało to zakończenie. Zawiedziona jestem pełną piersią. :C
    A szkoda.

    http://the-perks-of-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że Ci się nie podoba. Ja KOCHAM tę książkę :)
      A czytałaś inne książki Green'a?

      Dziękuję za komplement. Miło słyszeć.

      Usuń
    2. Mam zamiar zabrać się za 19 razy Katherine, ponieważ Szukając Alaski mogę sobie podarować dzięki spoilerowi jaki znalazłam na FB przez przypadek #nice.
      Mam nadzieję, że w innych książkach Green postanowi popracować nad opisem, bo jeśli nie... To chyba będę hipsterem i jedną z niewielu osób, nie lubiących jego twórczości.
      Moim zdaniem opis u niego kuleje, a w sumie jego urozmaicanie - brak w nim metafor (Złodziejka Książek - książka, z której inni powinni się uczyć jak doskonale opisywać!). Plus nie czułam żadnych uczuć płynących z nich. Zero. Zamiast przez pół strony np. opisać jak bardzo Hazel kocha Gusa dostałam krótkie "Kocham go". A przecież można to urozmaicić, nadać zwyczajnym czynnościom nowego sensu! Szczególnie przy tak ciężkiej tematyce. Opisać jak wielką radość powodował Gus, napisać cokolwiek o tym. Oddać choć w odrobinie rozpacz po jego śmierci. Nadać duszy słowom. Tego moim zdaniem tam zabrakło. Serca, jakie autor wlewa w każde słowo. Miłości jaką darzy każdą postać i nienawiści do siebie, że tak bardzo je krzywdzi (wiem po sobie XD). Zabrakło tego. Zabrakło również czasu, w którym uczucie subtelnie kiełkuje, pojawia się, niepewnie wychyla w słowach. ZABRAKŁO subtelności i nuty tajemnicy jaką obdarowywana jest miłość. To smutne.
      Może jestem zbyt wymagająca, może za dużo w życiu przeczytałam, może za dużo w życiu napisałam. Może zbyt wiele łez wypłakałam.
      Jakkolwiek by nie było, nie odczułam w GNW serca.
      (I w tym momencie zastanawiam się, po co to piszę, skoro i tak nie ma to znaczenia. Moja opinia i tak zginie w tłumie. Eh, chyba muszę powiedzieć komuś, kto kocha tę książkę, dlaczego ja tak mocno się na niej zawiodłam. Głupia jestem. Tak, wiem. xD)
      Niemniej jednak, mam nadzieję, że John Green powróci w moje łaski. Daję mu czystą kartę i mam nadzieję, że nie zniszczy jej tak bardzo, jak zrobił to Gwiazd Naszych Wina.

      Pozdrawia zirytowana, jednak zasmucona, z całym szacunkiem - wkurwiona na Johna Green'a,
      Myia. XD


      P.S - Nie bierz mnie za wariatkę. To zupełnie normalne. Chyba. Przynajmniej - mam taką nadzieję. :)

      Usuń
    3. Nawet nie pomyślałem, że jesteś wariatką.

      Co do tego ,,Kocham Go''. Czasem wystarczą dwa słowa niż pół strony opisu. To zależy od książki.

      Każdy ma swoje zdanie, a przynajmniej powinien mieć. Dobrze, że nie idziesz za tłumem i masz własne zdanie :)

      Powiedziałaś, że chyba musisz powiedzieć to komuś kto kocha tę książkę dlaczego się na niej zawiodłaś. Ja ją kocham, więc powiedziałaś :)

      Usuń
    4. Zgadzam się z tym, jednak czasem wypada prócz tego "Kocham Go", napisać również dlaczego. Teraz się ośmieszę, ale może coś uda mi się napisać, jak ja bym to zrobiła (hahahhaha, nic).
      Ekhm. Nie, nie fanfick. Czysty opis. Nie wiem czego.
      "Choć on już nie żył, wciąż w to nie wierzyłam. Nie czułam, że odszedł. Może nie chciałam tego czuć? Każdy moment wciąż nim pachniał, każda ściana jego domu krzyczała "Wciąż tu jestem!". Jak gdyby już nigdy nie miał opuścić tej samotnej piwnicy, otoczonej drgającą ciszą, choć niegdyś słyszeć można tu było nasz śmiech, wielogodzinne rozmowy i wspólne łzy. Łzy smutku, lecz nie tylko. Łzy radości, które wylewałam co dzień w jego ramię, z niewiadomych przyczyn. Może tymi słonymi kroplami chciałam pokazać mu jak bardzo go kocham. Jak mocnym uczuciem darzę jego postać. Jak bardzo cenię sobie, to kim jest.
      Chyba nigdy nie pojmę tego, że odszedł.
      Siedząc samotnie w jego pokoju wspominałam te chwile, gdy chłonęłam jego zapach, upajałam się nim. Gdy czułam jego silne ramiona, otulające mnie i okazujące tak mocne uczucie. Gdy zdawało mi się, że nasze uczucie nigdy nie zginie - bo przecież, miłość jest nieskończonością, czyż nie?
      Ilekroć się nad tym zastanawiam, dochodzę do jednego wniosku - może on odszedł, ale nasze uczucie nie zginęło. Zabrał je ze sobą. Zabrał ze sobą moje serce, wciąż mocno bijące - bijące tylko dla niego."
      Na szybko, więc bez hejtów. No i nie mam talentu. Plus nie czuję się dobrze w narracji pierwszoosobowej. Ale o coś takiego mi chodzi.
      Nie wiem czy czytałeś - jeśli nie koniecznie przeczytaj - Złodziejkę Książek. Chyba wtedy zrozumiesz, o czym mówię. Markus Zusak doskonale nadał słowom duszę. :D

      (Psychiczne myśli - po co to przeciągasz, Myia, skoro jego to i tak nie obchodzi, dlaczego nie polubiłaś tej książki. Pf, idiotka z Ciebie, Myia. Oj, idiotka.)

      Usuń
    5. Hahah wcale nie idiotka. To, że podoba się wielu osobom nie znaczy, że Tobie też musi.

      Twój opis jest super!

      Nie, nie czytałem Złodziejki Książek, zastanawiam się nad nią.

      Usuń
    6. Gdyby mnie nie obchodziło to bym nie odpisywał, a nawet nie czytał :)

      Usuń
  8. Zdecydowanie polecam, łez wylejesz co nie miara na Złodziejce Książek. Jestem pewna, że Ci się spodoba, choć akcja dzieje się podczas II wojny światowej. Oj, opłaca się ją przeczytać. Na pewno zapadnie Ci w pamięci.
    Zapraszam do siebie na jakże nieskładną recenzję tej książki - http://the-perks-of-books.blogspot.com/2014/07/8-markus-zusak-zodziejka-ksiazek.html

    Dopiero teraz zauważyłam, jak wiele powtórzeń zrobiłam. Jejku wracam do stylu pisania 10 latki, gdy piszę w narracji pierwszoosobowej, kurde. ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie boję się, że będzie za dużo o drugiej wojnie światowej, a ja nie bardzo lubię tą tematykę.

      Usuń
    2. Jedyne co znajdziesz na ten temat tam to kult Hitlera, bombardowanie i okropieństwa wojny ukazane dziecięcymi oczami. No i prześladowania Żydów.
      Wiele osób podchodzi do tej pozycji sceptycznie, właśnie przez to, ale naprawdę, nie masz się czego bać. Nie ma tam opisów bitw czy czegoś takiego. To tylko ten sam czas.
      Przeczytaj jeśli nie jesteś pewien na ebooku (mogę ci podesłać), choć na pewno robi lepsze wrażenie na papierze (nie ważne dlaczego ;)).
      To tak samo jak z Percym - choć nie zupełnie. Nigdy nie lubiłam mitologii. Bam! Po przeczytaniu Percy'ego zdałam sobie sprawę, że to tylko dlatego, iż moja polonistka źle ją opowiadała ;)
      II wojny nie polubisz, ale możesz zobaczyć jej inne oblicze, której w szkole Cię nie nauczą, a na pewno doprowadzi Cię do łez.

      Usuń
    3. Och ta polonistka :/ haha
      Zdecydowanie wole wersje papierowe! Jakoś nie bardzo czytam e-book'i

      Usuń
    4. Jak nie ma się zawsze kasy, no to cóż. :D Czasem ebook to jedyne wyjście.
      Gorąco zachęcam Cię do sięgnięcia po nią. Może inny gatunek niż GNW (bo nie young-adult tylko literatura piękna) dam sobie rękę uciąć (żart oczywiście xD), że doprowadzi Cię do łez choć w jednym miejscu. Złodziejka to przede wszystkim powieść o przyjaźni, miłości i pięknie słów. Nie daj się zwieść czasem trwania akcji - to tylko wzmacnia wrażenie.
      No i przed lekturą nie oglądaj filmu! :D Książka oczywiście lepsza. Tych metafor jakimi posługuje się autor nie da się zekranizować. Można je zobaczyć tylko oczyma wyobraźni.

      Usuń
    5. Oczywiście, że najpierw książka :) Mam nadzieję, że jest tak dobra jak mówisz :)

      Usuń
  9. Niedawno przeczytałam książkę i jestem nią tak samo zachwycona jak ty<3 Nigdy nie płakałam czytając ale Gwiazd naszych wina to zmieniło. Polecam Ci także obejrzeć ekranizację książki, wiernie odtwarza książkę i jest tak samo piękna!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak bardzo Ci się podoba. Ja jeszcze nigdy tak mocno nie płakałem przy książce!
      Bardzo chce obejrzeć ekranizację, szkoda tylko, że jest w średniej jakości.
      Widziałem wcześniej tylko jakieś 15 min, bo ciągle internet szwankował.
      Może obejrzę jutro. BARDZO CHCĘ!

      Usuń